Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Graceland. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Graceland. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 września 2009

Teraz już wiem

Tą notką mogę wywołać małe zamieszanie w blogowym światku szafiarek, ale niech tam, muszę, po prostu muszę to napisać.
Sklep Deichmanna zawsze omijałam szerokim łukiem. Nie wydawało mi się, żebym mogła tam kiedykolwiek coś znaleźć dla siebie. Nie odpowiadały mi na pierwszy rzut wystawowego oka ani kolory, ani fasony, a tym bardziej jakość butów tam sprzedawanych. Co do oceny jakości opierałam się oczywiście na tzw. wieści gminnej, bo nie miałam chyba nawet okazji być w tym sklepie.
Dopiero kiedy zaczęłam intensywnie przeglądać różne szafowe blogi, natknęłam się w kilku miejscach na zestawienia z butami tej sieci.
Pomyślałam,że może coś się zmieniło, może trzeba zweryfikować swój skostniały pogląd i dać im szansę? Bo przecież tylko krowa nie zmienia swojego zdania;).

Jesień powoli już czuć w kościach- zwłaszcza wieczorami, więc tym bardziej była to dobra okazja, żeby sprawić sobie nowe butki.
No i padło na Deichmanna. Pojechałam, poprzeglądałam, poprzymierzałam i ....zakupiłam dwie pary.

P1020666

Deichmann. Catewalk. Tutaj można zrobić tylko jedno: oszczędzać jednak na oryginalnego Louboutina?:P

Graceland


Deichmann- Graceland. Bawełniane skarpetki czy wkładka z naturalnego włókna? Co uratuje te buty?

A teraz mała dygresja.
Jestem znana z wielkiej niecierpliwości. Nie cierpię czekać na efekty i nie cierpię później po tych ewentualnych efektach weryfikować swoich poglądów. Więc być może będę musiała z bólem serca za jakiś czas odszczekać to co teraz napiszę:) ale

Butom Deichmanna mówię zdecydowane NIE!

Po wczorajszym kompulsywnym wariactwie zakupowym, dzisiaj do głosu doszedł po prostu rozsądek.

Powiedzcie mi jaka siła może opętać kobietę, żeby bez większego namysłu zakupiła ona buty z połyskującym fioletem na 12 cm szpilce!?. Odprowadzałam dzisiaj w nich dziecko do przedszkola i...dobrze, że przed wyjściem do pracy mogłam jeszcze wrócić do domu:). Jeżeli te buty do czegokolwiek się nadają to może do zdjęć, ewentualnie do sypialnianego fiku-miku;), ale do chodzenia? W życiu! Po prostu mają za niską platformę i stopa jest w nich nienaturalnie wygięta. Ale wszystko to mogłabym wybaczyć. Mogłabym cierpieć katusze, nauczyć się chodzić jak w pointach, ale jednego nie wybaczę. Tego, co te buty mają, albo czego nie mają w środku.

Wypróbowałam więc drugą parę. Spędziłam w niej dzisiaj 9 godzin w biurze. Nie wiem z czego są zrobione te buty w środku, ale nie ma to z pewnością nic wspólnego z naturalnym tworzywem;). Nie muszę chyba dodawać jak wygląda taka stopa po 9 godzinach spędzonych w parzącym się, nieoddychającym środowisku;). Problem jak się okazuje dotyczy też tych fioletowych, bo są wyściełane...po prostu plastikiem:/.

Może do tych butów trzeba zakładać tylko i wyłącznie bawełniane skarpetki? Może....ale właśnie. Nie mam cierpliwości do wyczekiwania czy coś się zmieni, kiedy je (te skarpetki) założę.

Macie jakieś pomysły jak zachować twarz przed sobą samą i coś jeszcze z tych butów wykrzesać? Jakaś wkładka do tych ala oxfordów? Bo fioletowe już skazane chyba na zapomnienie....

Póki co jestem więc na nie i teraz już wiem. Wiem, że na butach po prostu się nie oszczędza i warto jest podczas ich zakupu używać mózgu:P. Choćby miało to się skończyć na zakupie jednej pary kwartalnie...


Edit: Po namyśle stwierdzam, że jestem jednak chyba starą konserwą. Dam im jeszcze czas - może mnie zaskoczą;)
A tak w ogóle to chyba mam coś nie tak ze stopami...bo z większością butów mam tak, że dłuuugo się do nich przyzwyczajami i długo dopasowuje.