niedziela, 21 lutego 2010

Aquarius

Bo dziecko-kwiat nosi się w głębi duszy i w zakamarkach umysłu... Zwłaszcza gdy jest się Wodnikiem. Zwłaszcza w Roku Tygrysa. To ma być mój rok podobno. Się zobaczy:).


aqua1



P1040555a


P1040566a


P1040569a


P1040575a


W bonusie- Moja Pani Fotograf- Enjoy;)

P1040519a




T-shirt/tee- HM Kids
Spodnie/jeans- MNG by Mango - 34
Marynarka/jacket - Principles Petite- xs (swap)
Płaszcz/coat- Zara xs- %
Buty/shoes- Ryłko


Fotki: Milena

poniedziałek, 1 lutego 2010

Mniejsza połowa?

P1040477a


No i przyszedł. Dzień, w którym bliżej mi teraz do 40-stki niż 30-stki…

Czy coś się zmieniło? Czy jestem jakaś inna? Sięgam pamięcią wstecz i nie widzę w sobie jakichś diametralnych zmian, ale to mogą ocenić tylko inni. Upływający czas odmierzam wzrostem moich dzieci, okularami, które zaczęłam nosić podczas tego ostatniego roku i zmarszczkami, które ujawniają się teraz coraz mocniej.

W ciuchach natomiast zaliczam 15 letni zwrot. Chyba pod wpływem tzw. szafiarstwa zaczęłam kupować zupełnie inne ubrania. Nieśmiało stwierdzam, że powoli zaczynam pozbywać się kompleksu patykowatych nóg, a spódnica znów stała się moim podstawowym ubiorem.

Wiem, że bloguję zdecydowanie rzadziej niż inne szafiarki i niewiadomo czy ten blog przetrwa próbę czasu, ale aż korci mnie, żeby zajrzeć za róg przyszłości i zobaczyć jaka będę za rok o tej porze…

P1040471ab


Płaszcz/coat/xs- Zara %
spódnica/skirt/xs - H&M %
sweter/sweater/34- TK Maxx %
buty/boots/36 - Quazzi %
leginsy/leggins/xs- Cubus


Foty: Milena

sobota, 23 stycznia 2010

I'm still alive

plaszcz1


Zaniedbałam bloga. To fakt. Czasami bywa jednak trudno połapać wszystkie życiowe wątki, tak by nic nie ucierpiało. Czasem zwyczajnie się nie chce, a czasem doba kończy się po prostu zbyt szybko. Mroźna, lodowa wręcz aura nie zachęca do wychodzenia na zewnątrz, a tym bardziej do robienia zdjęć. Jak pięknie byłoby teraz przenieść się nad ciepłe morze, posmakować muli czy krewetek, odurzyć się lampką czerwonego wina i zatrzymać czas choć na chwilę. Myślami przenoszę się więc do poprzednich wakacji i jedyne co mnie trzyma w pionie, to myśl, że czerwiec kiedyś w końcu znów nadejdzie...

plaszcz2


plaszcz3


Kilka ogłoszeń parafialnych:

1. Militarny płaszcz, który mam na sobie jest dla mnie oczywiście za duży (typowy rozmiar 36) i za kilka dni wystawię go na allegro. Zakupiłam go w internetowym sh. Jeżeli ktoś byłby zainteresowany nabyciem, to śmiało proszę mailować. Kolor czerń wpadająca w granat, stan idealny. Założony przeze mnie dwa razy (w tym raz na potrzeby zdjęć;). Z tego co zauważyłam, to wpisuje się w obecne trendy.

2. Kilkanaście dni temu zgłosiła się do mnie grupka przebojowych nastolatek z Rybnika, które poprosiły mnie o pomoc w organizacji Swapu. Czas to dla mnie towar maksymalnie deficytowy, więc zgodziłam się od razu;). Szczegóły wkrótce.

3. Tytuł notki oczywiście zaczerpnięty stąd. Klasyk lat 90'tych. Dla tych co nie znają pozycja obowiązkowa.

Płaszcz/winter coat - Dorothy Perkins s.8, sh - New Old Fashion
Beret/beret - H&M
legginsy - H&M Kids
buty/shoes- s.36- Prima Moda
golf/sweater - Versus by Versace- sh
spódniczka/skirt- Cubus- xs


Foty: Milena

wtorek, 15 grudnia 2009

Nigdy Cię nie oddam sukienko!

nigdy2


Przy okazji akcji szafiarskiej, organizowanej przez Aife , postanowiam pokazać Wam moją studniówkową "kreację". Jak widać na ten sam pomysl wpadła też Agatiszka:).

W czasach, kiedy miałam 18 lat, nosiłam sie jak dziecko-kwiat, słuchałam Hendrixa, śpiewałam w rockowej kapeli i kontestowałam wszelkie społeczne aktywności, majace na celu próbę jakiejkolwiek uniformizacji. Mało brakowało, a nie poszłabym na studniówkę w ogóle. Jako mały wywrotowiec, który miał tendencje do dosłownego rozumienia niektórych haseł lat 60-tych, nie miałam wówczas nawet stałego chlopaka;). Ostatecznie poszlam sama, dajecie wiarę?. Na szczęście, jak się okazało na miejscu, był tam tez perkusista z naszej kapeli i jakoś razem przetrwaliśmy ten wieczór...

Prawda jest jednak taka, że już wówczas, bardzo, bardzo podobał mi się pewien długowłosy osobnik, który poszedł na ten bal z kimś innym. Nie mogłam mu tego wybaczyć, że nie zaprosił mnie. Co kilka lat zdarza mi się mu o tym przypomnieć;). Z czlowiekiem tym związalam się bowiem jaki miesiąc później i tak jesteśmy razem od 16lat:).

Sukienka, uszyta przez znajomą krawcową, stylistyką nawiązuje do przelomu lat 60-tych i 70-tych. Trochę klimatem zbliżona do niektórych kreacji Twiggy. Był to dla mnie wtedy jedyny akceptowalny fason. Pamiętam, że zalożyłam do niej buty na platformie, a wlosy upięłam w tapirowany kok. Oko miało obowiązkową czarną kreskę...

Sukienka przypomina mi nie tylko o czasach beztroskiego liceum. Stanowi ona dla mnie pewną wartość sentymentalną i punkt startowy mojego dorosłego źycia. Zachowam ją dla córki. W końcu moda wraca jak bumerang:).

nigdy1


PS. Przy okazji muszę się wytłumaczyć z blogowych zaległości. To znaczy tak naprawde nie mam zamiaru się tłumaczyć z niczego;). Dużo się ostatnio w moim życiu dzieje i blog niestety spadł na ostatnie chyba miejsce na liście priorytetów. C'est la vie...Ale mam nadzieję, że jak poukładam tylko to i owo, wrócę ze zdwojoną siłą;).

Fotki:Milena